Wydawało by się — wszystko! Granica minięta, barbarzyńska Rosja z jej dzikiej Moskwą pozostały daleko za sobą. Jesteśmy w Warszawie, stolicy kraju-członka Unii europejskiej, gdzie żyją wielcy polacy, którzy bohatersko występują przeciwko Sowietom, stalinowskich represji i bezlitośnie gardzą swoją dziedzictwo PRLu. Na pozór wszystko fajnie i pięknie: droga świetna, trawka zielona, ale oto pech — kurwa kto się z tobą przywita na klatce twojego domu.


Na początku nie bardzo zauważałem tego: przywitałem się ze wszystkimi i nie nadawałem wielkiego znaczenia temu, że mało kto przywitał się w odpowiedzi. „No, dobrze, — myślałem, — może ja cicho mówię, albo źle mówię »dzień dobry«”.

Wtedy postanowiłem zmienić taktykę i przestał się przywitać pierwszy. Wynik okazał się katastrofalny — mnie generalnie przestały pozdrawiać.

Powiem szczerze, w pewnym momencie nawet rozpaczałem — podobno, u mnie na twarzy było napisane „brudny niegodny imigrant przyjechał”, z którym przywitać po prostu „haniebnie”.

Do mojego szczęścia, kompleksy nowoprzybyłego mnie wkrótce opuściły, a Olśnienie wręcz przeciwnie nadeszło. Sakralna Prawda dla mnie otworzyła się, i zrozumiałem, że polacy po prostu nie witają się.

Tak, niektórzy witają się. Tak, jeśli głośno się przywitać ze wszystkimi pierwszym i hipnotycznie patrzeć człowiekowi w twarz, to jest szansa zwiększyć ten procent, tylko poprawnie, czy to? Już tłumaczę.

Można być kolonizatorem, próbując narzucać swoje obyczaje i zwyczaje, ale to nie do końca poprawnie. „Imigranci powinni szanować kulturę przyjmującego ich kraju, a także integrować się”, — stanowczo mówią polscy politycy. Tak, u sobie w Moskwie w zwykłej 9-piętrowej ceglanej chruszczowkie ludzie witają się ze sobą. Tak, u żony na obrzeżu Moskwy w 12-piętrowej breżniewkie ludzie witają się ze sobą.

pl1-historia-o-tym-jak-tu-nie-witaja-sie_03

A oto w Warszawie na Pradze Północ w takiej samej chruszczo… czyli gomułkowkie, naród nie jest szczególnie przyjazny. Chociaż, będę obiektywny — może mnie poszczęściło. Na Moskwę też ludzie się narzekają. Z drugiej strony jest to zrozumiałe — tam barbarzyńcy.

Na szczęście, mieszkałem nie tylko w Warszawie. Myślowo wrócimy do Białej Podlaskiej, gdzie spędziłem trochę mniej niż pół roku. I nawet tam, w pamięci pojawiają się niezręczne chwili w odniesieniu do takiej prostej rzeczy, jak powitanie. Ale w Białej dom był mały, z sąsiadami bardzo rzadko przecinajałem się, więc jakoś nie zwracałem uwagi.

Wracajmy do integracji. Uwzględniając swoje doświadczenie, doszedłem do myśli, że to naprawde ważna narodowa cecha, którą ja, jako przyjezdny, powinien szanować i, co bardziej ważne, przejąć.

Muszę przyznać, że na początku było bardzo ciężko. U mnie pojawiło się nawet przyzwyczajenie schodzić ze swojego piętra pieszo, aby nie spotkać się z milczącymi sąsiadami i rozpoczynać dzień z niezręcznej ciszy, czekając na przybycie na pierwsze piętro. Nawyk od tego czasu pozostał się.

Ale potem było tak, jak w tym białoruskim anegdocie: „na początku było ciężko, ale potem się przyzwyczaiłem”. Od swoich korzeni nigdzie nie uciekniesz. Teraz mogę (nie bez dumy) powiedzieć, że całkiem nieźle zintegrowałem się. Mogę wyjść z domu i wejść nie tylko nie przywitając się, a nawet nie patrząc na nikogo. Tak-tak! W takich chwilach nawet żal, że egzamin ze znajomości języka polskiego i kultury nie obejmuje części praktycznej z symulacją codziennych sytuacji. Jestem pewien, że otrzymał by najwyższy wynik.

Dodajmy ten „skill” do naszej „skali integracji”:

pl1-historia-o-tym-jak-tu-nie-witaja-sie_04

Żona się zintegrowałą więcej ode mnie i nawet nie czuje wyrzutów sumienia. Ja, czasami nie mogę pozbyć się tego swojego ohydnego moskiewskiego wychowania, i, gdy mam dobry nastrój, automatycznie się witam ze wszystkimi. Oto nie mogę nic z tym zrobić. Na szczęście, wiem o swoim problemie. Myślę, że jeszcze rok-dwa i będę prawdziwym polakiem.

Wierzę w to.

BE-Stefan-Vanli-S70

Stefan Vanli

Autor

BE_Warsaw-Poland

Warszawa

Polska