Pierwszy raz ten artykuł został opublikowany pod trochę inną nazwą trzy lata temu w „Dialogu”. Jest to jeden z trzech artykułów poświęconych polskiej tematyce, które przeniosły się z „Dialogu” na „Każdą ulicę Warszawy”. Jak i dwa drugich, ten artykuł został napisany jeszcze przed mojej przeprowadzką do Warszawy. Na tym i polega jego wartość — (miejscami wyidealizowane) spojrzenie na Warszawę i Polskę nowoprzybyłego.


Po raz pierwszy odwiedziłem Warszawę stosunkowo niedawno — latem 2014 roku. Źle wyspany z powodu wczesnego pociągu, przeszedłem kontrolą celną w Brześciu i, zostałem się sam w przedziale wagonu sypialnego, spałem przez większą część drogi. Obudziłem się już na wjeździe do miasta.

Stolicę Polski wybrałem ze względu dwóch budynków, które już dawno zauważył i o jednym z nich już dziś i będzie rozmowa. Zatrzymałem się u krewnych, którzy uprzejmie przygarneli mnie na tydzień (za co im specjalne podziękowania), kupiłem bilety do Warszawy, a także zarezerwował sobie tam nocleg.

I oto, pociąg przyjechał. Stoję naprzeciwko głównego dworca kolejowego w centrum miasta i rozglądam. Muszę przyznać, że Warszawa od razu mi się spodobała, ale o tym innym razem.

Jak już mówiłem, głównym powodem mojego zainteresowania polskiej stolicy zostały dwa budynki. Jedno jest niemal symbolem miasta, choć i z ciężką historią — „Pałac kultury i nauki”, a drugie, dla którego przyjechałem właśnie pod koniec czerwca — jego absolutny antypoda. Jeśli imponujący Pałac widać zewsząd, i on bezczelnie zajmuje ogromną przestrzeń wokół siebie, to domek, dla którego przyjechałem — malutki, szary, niepozorny  i utylitarno-nowoczesny.

Ten „liliput” w moim osobistym liście, oczywiście, zajmował priorytet przed Pałacem, więc najpierw skierowałem się w jego kierunku. Po odwiedzeniu go, a także po zjedzeniu obiadu i miałego odpoczynku, skierowałem się w stronę  najbardziej imponującego warszawskiego zabytku.

Przedtem nic nie czytałem o Pałacu, dlaczegoś byłem pewien, że tam jest coś do zajęcia. Choć miałem wszelkie powody, by zatrzymać się przed zamkniętymi drzwiami z powodu mojego moskiewskiego doświadczenia, ale o tym nieco później.

Podczas gdy błąkałem się po mieście, deszcz zmienił słońce, a potem i błyskawica zabłyśnieła, i ja poszedłem do malutkiej kawiarni naprzeciwko Pałacu. Jak zakończyła się letnia burza i deszcz, ja, przeskakując kałuże, nareszcie wszedł do Pałacu. To było ze strony kina i ja, podziwiany radzieckimi wnętrzami, wyszedł na ulicę i zaczął obchodzić budynek, szukając inne wejścia.

Moje nadzieje zostały spełnione, znalazłem to, czego szukałem — bilety na panoramiczny piętro. Jeszcze jakiś czas robiłem zdjęcia pompatycznych wnętrz, potem poszedłem zwiedzić miasto, w celu wrócić wieczorem, aby zobaczyć panoramę Warszawy, gdy już będzie ciemno.

Panorama miasta jest naprawdę szokujące, nie tylko swoim wyglądem. Skończyłem podziwiać się stolicą i otrzymałem dawkę nostalgii od wnętrz, zejściłem na windzie za 25 sekund na pierwsze piętro. Jedyne miejsce w Warszawie, z którego nie widać Pałacu kultury i nauki opuściłem opuściłem z mnóstwem sprzecznych uczuć, co, myślę, że to naturalne dla tego sprzecznego budynku.

Aby zrozumieć moje odczuwanie należy prowadzić małą historyczną pomoc. Po zakończeniu ii wojny światowej Polska znalazła się „w strefie wpływów” (lub „kolonią” — co komu bliżej) Związku Radzieckiego. Trudno mi dobrać innych słów, więc powiem, jak jest — aby pokazać, „kto tu rządzi”, stalinowski ZSRR „podarował” Polsce ogromny wieżowiec, który do dziś jest najwyższym budynkiem w kraju. Nawet skorzystamy sowieckiej retoryki, w której „Pałac kultury i nauki imienia I. W. Stalina” (pierwotna nazwa budynku) okazał się „braterskim darem narodu radzieckiego ludu Rzeczypospolitej Polskiej”. Najabsurdalniejsza językowa konstrukcja, no i dobra.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_03

Dziennik Związek Radziecki, nr 6 (28) czerwiec 1952

Budynek ten, jak i wiele w krajach socjalistycznych, miało niewiele wspólnego z rzeczywistymi potrzebami ludności, a także „gospodarki”, jeśli tak można powiedzieć o krajach, w których stosunki rynkowe zostały zakazane. Chociaż w gospodarkach rynkowych te dwa pojęcia są nierozłączne — rynek spełnia potrzeby ludności

W samym bloku socjalistycznym ważniejsze było zaspokoić kaprys dyktatora i stłumić miejscowa ludność symbolem stałej obecności „Moskwy”. Teraz, kiedy warszawski horyzont zarósł wieżowcami i Pałac ciekawie kontrastuje z nowymi budynkami wolnej Polski, problem ten nie tak ostro rzuca się w oczy, ale w 1952 roku, kiedy go zaczynali budować, to było szczególnie zauważalne.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_04

Budowany Pałac

Na początek należy wspomnieć gospodarczą nieracjonalności ogromnego wieżowca w samym centrum miasta. Ja już to omawiałem w innym materiale — fakt, że do tej pory w Polsce nie zbudowano ani jednego budynku powyżej Pałacu, tylko dowodzi, że nie ma potrzeby w takim „olbrzymie”. Nie było potrzeby i w 1952 roku, kiedy kraj tylko odbudowany po wojnie.

Wrócimy w lata pięćdziesiąte i zobaczymy na dopiero co wybudowany Pałac kultury i nauki imienia I. W. Stalina:

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_05

1955 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_06

1956 rok

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_07
pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_08

Budynek został ukończony w 1955 roku i został wzniesiony pośród ruin, choć już minęło prawie dziesięć lat od zakończenia wojny. Oprócz ekonomicznej niecelowości, „Pałac ruin” (niech go tak nazywać) został zbudowany w samym centrum miasta i dla niego zostały zniszczone dziesiątki budynków z XIX wieku. Wszystko na chwałę komunizmu.

Na niektórych zdjęciach gwałtownie rzuca się w oczy kwadratowy teren wokół Pałacu, na którym nie śmie stanąć żaden sąsiedni budynek.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_09

1955 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_10

Lata 1959–1963. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stwarza się wrażenie, że Pałac — ambasada ZSRR w Warszawie, państwo w państwie. Ta sama „pustka” zachowała się do tej pory — sąsiednie budynki jakby wycofują się od Pałacu, a drogi przypominają uzbrojonych strażników lub wysoki płot.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_11

I, jak przystało w ambasadzie, należy dotrzeć do Pałacu przez podziemne tunel, chociaż już coś gdzie pojawiło się przejście (zebra) przez szeroką drogę.

Oczywiste jest, że ogromny teren wokół Pałacu pozostawiony dla różnych marszów i obchodzenia wiecznie trudzącego się „zwykłego ludu”, a szerokie drogi są potrzebne do tego, aby po nim przejechał się raz-inny lokalny król w limuzynie i ocenił „piękna” miasta z okna samochodu.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_12

1955 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_13

1955 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_14

1955 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_15

1973 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ten styl architektoniczny ma swoją nazwę — „empire” (w tym przypadku „stalinowski”) lub „socrealizm”. Inna sprawa, że, jak i wiele narzuconego władzami mającymi zły gust, („stalinowski”) imperium nie miał nic wspólnego z nowoczesną, właściwą przemyślaną, funkcjonalną i po prostu aktualną architekturą tego czasu.

I oto, powojenna Polska, w centrum stolicy której stoi radziecki (a nawet „stalinowski”) wieżowiec, wśród nędzy, biedy i ruin.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_16

Wieżowiec, który stoi pośród ruin i na ruinach niezależnego kraju i jego przedwojennych budynków, kraju, którego niepodległość zakończyła się pierwszego i siedemnastego września 1939 roku, inwazją Trzeciej Rzeszy z zachodu i Związku Radzieckiego z wschodu.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_17

Kraj-„wyzwoliciel Europy” zupełnie nie planował zostawić „bratni narod” w ubóstwie, i od razu po wojnie wzięła wszystko w swoje „gospodarskie” ręce. Ręce okazały się zbyt chwytliwymi i mocnymi i otwożyli się dopiero w końcu lat 80-tych. I kraj ponownie okazał się wolnym i niepodległym.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_18

1955 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Co się pozostało u polaków? Gigantyczne przypomnienie o swojej upokarzanej przeszłości, która trwała dokładnie 50 lat — od 1939 do 1989 roku. Najwyższy budynek w kraju, w samym centrum stolicy, wybudowany w podkreślono imperialnym stylu.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_19

Nie jest zaskakująco, że do tej pory wywołuje spory i okresowo słychać wezwania go zburzyć, jako symbol komunizmu.

Ale budynek stoi. Znajdują się w nim różne instytucje, biura, administracja, kino, muzeum techniki i wiele innego. Oprócz kontrowersyjnych i nieproporcjonalnie dużych plakatów reklamowych i anten satelitarnych na górnych piętrach, które trochę psują widok — w sumie budynek wygląda schludnym i zadbanym, jak i jego wnętrza.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_20

A różnobarwne oświetlenie Pałacu wieczorami daje miastu prawdziwy europejski wygląd.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_21

Fotograf: Roman Shimko

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_22

Następnym razem zobaczę Pałac prawie przez dwa lata — w 2016 roku. Ponownie odwiedzę panoramę, tym razem już po południu. Ludzi będzie więcej, tak i dzienny widok przegrywa w romantyzmie wieczorowemu dwa lata temu, ale to nie ważne.

Ważne jest to, że przechodząc obok Pałacu pod padającym deszczem (nie mam szczęścia do pogody w Warszawie, każdy przyjazd towarzyszą deszczem), pomyślałem o ile jest to piękny symbol obecnej Polski. Ogromny odłamek komunizmu i kolonialnej zależności od ZSRR zachowyłał się i cieszy się na rzecz miasta i ludzi. Budynek starannie zawiera się i okresowo odnawia się, co jest bardzo wyrażnie, jeśli porównać z mojej ojczystej Moskwą.

Nie do opisania demokratyczność i wolność odwiedzenia tego budynku jak by celowo kontrastuje z jego historią — każdy może wejść do niego, odwiedzić muzeum, kino lub wspiąć się na trzydzieste piętro na szybkiej windzie i zwiedzić miasto. Oczywiście jest to możliwe w godzinach pracy i za opłatą. Ale ta demokratyczność bezgranicznie podoba się — nie ma żadnej armii strażników przy wejściu do budynku, bramów bezpieczeństwa, nagrywań i wszystkiego tego, co istnieje w współczesnej Rosji. Kilka przykładów tego, z czym ciągle spotyka się każdy moskwianin (dodaj jeszcze do tego chama strażnika i obraz będzie pełny):

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_23

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_24

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_25

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_26

W Pałacu jest nawet pochylnia dla niepełnosprawnych — rzecz nie do pomyślenia dla krajów socjalistycznych, w których nie było pojęcia „środa społeczna”, a osoby niepełnosprawne siedzieli w domu i jakby w ogóle nie istniały.

To, co zobaczyłem, przechodząc obok Pałacu, było — pojednanie. Pogonienie z przeszłością — ciężkim, nieprzyjemnym, strasznym, upokarzającym i przerażającym, ale — swoim. Pojednanie na poziomie narodowym. I adaptacja tej przeszłości do współczesnych potrzeb — staranna renowacja, zawierane w porządku wnętrze, tłumaczenie na rentowność, otwartość dla wszystkich — mieszkańców, turystów, osób niepełnosprawnych, wykorzystanie budynku jako atrakcja turystyczna, i tak dalej. Z radzieckiego straszydła Pałac zamienia się w kawałek historii — przypominanie o innych, nieprzyjemnych i wstydliwych czasach.

Niemieckie obozy koncentracyjne można zachować i zrobić muzeum, radzieckie prymitywne i brzydki rzeźby można zburzyć, ale budynek będzie budynkiem — ma funkcjonalność i należy go realizować. Zburzenie najwyższego budynku w kraju, w samym sercu stolicy — zbyt ciężka sprawa i z politycznego punktu widzenia, i z architektonicznego i finansowego. Obecny Pałac troszeczkę stracił się na warszawskim skylinie i wygląda dziwnie-organicznie i nawet wyjątkowo.

Jeśli i wyburzać budynki z okresu sowieckiego, to należy zacząć od niezliczonej liczby bloków w całym kraju, ale nie z unikalnego w swoich cechach budynku. Zburzyć go byłoby bardzo nierozsądne i niedojrzałe — analogicznie robili i komuniści, pozbawiając nas ogromnej ilości pięknych budynków.

„Pałac Ruin” zamienia się w „Pałac Ruin i Pojednania” — pojednania z przeszłością, jego adaptacją i demokratyzacją do niniejszej. Pałac należy zrobić symbolem współczesnej Polski, która przyjąła swoją historię, wybaczyła i mieszka dniem dzisiejszym.

Właśnie to i byłoby najgorszym koszmarem radzieckich dyktatorów, którzy żyli w świecie przemocy i wiecznego uciskania i „dominacji” (dokładnie takie wrażenie tworzą budowle w stylu „empire”). Socjalistyczne królowie oczekują od ludzi najgorszego — nienawiści, zemsty, podczas gdy ludzie są w stanie na więcej — przebaczenie, pojednanie. Tylko tak trzeba promować Pałac kultury i nauki polakom, i to właśnie te myśli wirowały w mojej głowie, mijając radzieckiej giganta.

Polacy odrodzili się, stworzyli wolne i demokratyczne społeczeństwo, które zdolno wybaczać i rozumieć. Budynek w centrum Warszawy — temu przykładem. Oczywiście, można mówić o różnych wezwaniach do wyburzeniu / demontażu stalinowskiego „prezentu”, ale fakt pozostaje faktem — budynek stoi prawie nietknięty i odnowiony. Reszta — sprawa pozycjonowania. Nawet jeśli kraj i naród jeszcze nie doszedli do pełnego pojednania, nic nie stoi zwykłą autosugestią uwierzyć w swoje siły i naprawdę zostawić całe to doświadczenie za sobą, a budynek — do pouczenia przodków, aby ci pamiętali o przeszłości i cenili obecną wolność.

Pozostawiając Polskę, chcę powiedzieć kilka słów o następcy ZSRR — Rosji. Będąc urodzonym w Moskwie, ja tylko raz byłem w jednej z siedmiu „wieżowców Stalina”. Jeśli ktoś myśli, że moskiewskie wieżowcy organicznie wyglądają w środowisku miejskim, w odróżnieniu od warszawskiego, to śpieszę rozczarować — bynajmniej. Starym mieszkańcom okazało się nie podobają te giganty, które przebijali powietrze i miasto i wyglądały tak samo absurdalne jak i w Warszawie. Stalin nie tylko zniszczył życia okolicznych krajów, ale i swojej „rodzimej” (ojczyzna Stalina — Gruzja) kraja — ZSRR. Ale, oczywiście, o tym w dzisiejszej Rosji nie mówią, jak i w dowolnym głęboko uszkodzonym i niewolnym społeczeństwie.

Oto, w liceum razem z kolegami z klasy byłem na wycieczce w muzeum geografii Moskiewskiego uniwerytetu państwowego. Doskonale pamiętam, jak staliśmy u drzwi na pierwszym piętrze, podczas gdy nas przepuszczali strażnicy, pamiętam szarą radziecką martwą ciszę w samym muzeum, gdzie, dlaczegoś, trzeba zachowywać się „cicho”.

Muzeum w Moskiewskim uniwersytecie państwowym, w rzeczywistości, jest to jedyna możliwość, aby dostać się do jednego z wieżowców w Moskwie. Raczej ten muzeum jest otwarty dla studentów uniwersytetu moskiewskiego i grup zorganizowanych. Poprostu wejść i pooglądać go, wcześniej zrobiwszy opłatę za bilet, jak w muzeum techniki w polskim Pałacu, nie można. Oczywiście, nie jest duża strata — według moich wspomnień najnudniejszy muzeum, piękny przedstawiciel radzieckiego czasu, ale w sumie wychodzi na to, że w moim rodzinnym mieście nie mogę odwiedzić żadnego z „stalinowskich wieżowców” —  „majestatycznych” budynków, które zostały zbudowane „przez narodem socjalistycznym dla narodu”, oczywiście, jeśli wierzyć propagandzie radzieckiej.

Nie biorę pod uwagę wszelkiego rodzaju wycieczki, znajomych, upraszanie konsjerżów przy wejściu i tak dalej — to nie jest tak demokratycznie i łatwo, jak tego wymagają takie gigantyczne budynki-symbole Moskwy.

Wszystkie siedem moskiewskich siostr mają jasne przeznaczenie: uniwersytet, dwa hotele, trzy budynki mieszkalne i Ministerstwo spraw zagranicznych. Po rozpadu Związku Radzieckiego budynki mieszkalne zamieniły się w „luksusowe nieruchomości”, hotele zamieniły się w „luksusowe hotele”, uniwersytet też zamienił się w jakieś podobieństwo „elitarnego uniwersytetu”, a MSZ i nadal MSZ. Chcecie tak samo naiwnie, jak i ja, wejść do jednego z tych budynków i podziwiać się wnętrzami i widokami z okna? Życzę powodzenia. To nieprzystępny twierdzy dla silnych tego świata, jakimi one były projektowane podczas rządu Stalina.

Jak przystało w niewolnym i niedemokratycznym kraju, wszystkie budynki są ochronione zbyt mocno: ochrona, kamery i inny atrybuty moskiewskiej codzienności, który już nie zauważają moskwianie. Gotowość odzwierciedlać niewidzialny atak fikcyjnego wroga i bronić zagarniany ziemi — właśnie to symbolizuje obecne „stalinowskie wieżowcy”. Brak demokracji, brak otwartości, żadnego pojednania. Potrzebna wolność — wam droga do Polski lub Łotwę.

Ach tak, zapomniałem powiedzieć — w Rydze też jest mały „stalinowski wieżowiec” i też z panoramą miasta. A Moskwy zostawcie barbarzyńcom, którzy są gotowi bronić ich ziemi w jakikolwiek sposób, ale, jak przystało barbarzyńcom, nie mogą nawet o nich godnie dbać — ogromna ilość różnorodnych okien na gust właściciela lokalu, klimatyzacja na fasadzie a także zwykła niekompetencja spółek zarządzających, które nie mogą wyremontować zabytki architektury.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_27

Klimatyzacjу-pryszcze

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_28

Jeszcze więcej pryszczy

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_29

Jak i wiele w Rosji: sam wieżowiec bez pryszczy, ale jeśli spojrzeć na drugą część fasadu, która wychodzi na rzekę, to tam już typowa rosyjska obraz. Oprócz klimatyzacji na fasadzie budynku, u pomnika architektury różne okna

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_30

Część elewacji: różne okna, pryszcz-klimatyzacja. Zauważcie, właściciele nawet nie zdjęli naklejkę z zakupu z lufcika

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_31

Niezdolność do zarządzania na państwowym poziomie. Fasada oszpecona jak mieszkańcami (pryszczy i różne okna, ktoś nawet zamontował talerz satelitarny), jak i firmą zarządzającą

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_32

Wieżyczka na dachu hotelu „Ukraina” runąła w 2007 roku z powodu złej naprawy


pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_33

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_34

Nie będę nawet mówić o wnętrzach: ciemny, pompatyczny, nie przytulnie pusty i zaśmiecone niegustownymi meblami, standami i kwiatami konsjerżów.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_35

Jeden z przykładów wnętrza w „stalinowskim wieżowcu”

I jeśli w wolnym społeczeństwie przeszłość przyjmują, opracują i starają się ruszyć się dalej, to w niewolnym społeczeństwie tego nie ma. Moskwa buduje się pompatycznymi budynkami, absolutnie dalekimi od pojęcia stosownej i nowoczesnej architektury i są takimi samymi niegustownymi potworkami, jakie były w swoim czasie „stalinowskie wieżowcy”. Bez uświadomienia przeszłości historia będzie powtarzać się. Widać to po moskiewskiej architekturze, która odzwierciedla dzisiejsze społeczeństwo rosyjskie.

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_36

Pałac Triumfu, moskiewski brzydal numer 1 — w momencie otwarcia był najwyższym budynkiem w Rosji i w Europie

pl-d57-pkin-jak-palac-ruin-i-pojednania_37

Centrum biznesowe Orurzejnyj, moskiewski brzydal numer 1 (oba zasługują pierwszej pozycji)

Jak widać, istnieją dwie drogi na obszarze poradzieckim. Pierwsza — otwarta demokratyczna droga, droga pojednania, znalezienia ekonomicznej celowości i swoistego „włączenia” tego skomplikowanego imperialnego dziedzictwa do miejskiej architektonicznej środę różnymi metodami. Ta droga uzdrowia społeczeństwo, otwiera jego dziedzictwo każdemu, kto chce go zrozumieć i po prostu poczuć go fizycznie, a także zachowuje budynki — dziedzictwo materialne.

Druga droga — dziedziczność okrutnym metodam przeszłości, zamykanie osiągnięć narodu dla samego narodu, absolutna niedemokratyczność, niegospodarność, niechęć do podnoszenia ciężkich tematów w społeczeństwie i utrzymanie status quo, a następnie zniszczeniem i utratą dziedzictwa materialnego — w dosłownym tego słowa znaczeniu, a także odtwarzaniem i powtórzeniem historii. Tej historii, którą nie chciałoby się powtarzać.

Dziękuję Polsce za to, że można wejść do „stalinowskiego wieżowca” w każdej chwili, gdy on jest otwarty. Chyba aby zbadać radzieckie dziedzictwo, w tym i architektoniczne, bez nerwów, stresu i upokorzenia (a właśnie to czuje się człowiek podczas kontaktu z rosyjskimi aroganckimi strażnikami) należy wyjeżdżać ze stolicy ZSRR / Rosji — Moskwy. Cóż, niech tak będzie?

BE-Stefan-Vanli-S70

Stefan Vanli

Autor

BE_Biala-Podlaska-Poland

Biała Podlaska

Polska